|
Wtorek, 10 Czerwiec 2008 11:16 |
|
Szwedzka policja poinformowała w poniedziałek, że z braku dostatecznych dowodów zamknęła śledztwo w sprawie domniemanego sabotażu w elektrowni atomowej Oskarshamn.
Policja 21 maja aresztowała dwóch robotników, gdy na plastikowej torbie
jednego z nich podczas kontroli u wejścia do elektrowni wykryto śladowe ilości
silnego materiału wybuchowego. Następnego dnia po przesłuchaniu obydwaj
zostali zwolnieni. Przeszukano też ich mieszkania. Według prokurator Gunilli
Oehlin na pojemniku z pianką do golenia znajdowały się znikome ślady
nadtlenku triacetonu (TATP), którego siła rażenia jest podobna do trotylu. Z
racji łatwości wyprodukowania TATP jest popularny wśród terrorystów. Jednak
zarówno policji, jak i prokuraturze nie udało się wyjaśnić, w jaki sposób
ta substancja znalazła się na pojemniku. W elektrowni, która należy do
niemieckiego koncernu E.ON i fińskiej firmy Fortum, wyłączono jeden reaktor,
by sprawdzić, czy na jej terenie nie ma materiału wybuchowego, jednak załoga
nie została ewakuowana.
Fałszywy alarm kosztował 100 mln koron (10,7 mln euro). Położona nad Bałtykiem
elektrownia w Oskarshamn jest jedną z trzech szwedzkich elektrowni atomowych,
które zaspokajają połowę potrzeb energetycznych kraju. Elektrownia została
uruchomiona w 1972 roku.
PAP
|